poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział I "Naj­więcej smut­ku wy­lewa­my w po­duszkę przed snem ... "


Księżniczkaa

Energicznie odepchnęłam się nogą od betonu. Razem z Zuzą jechałyśmy deskorolkami po alei obficie wysadzanej klonami.
-Przeproś go. -doradzałam przyjaciółce.
-Za co niby? Za to, że lizał się z inną! -wykrzyknęła z powagą na twarzy.
-Ciszej ludzie się na nas dziwnie patrzą.
-I niech sobie patrzą! Mam ich wszystkich w dupie! -odruchowo zasłoniłam jej buzie. Często tak robiłam. Nienawidziłam kiedy ktoś głośno krzyczał, a już szczególnie ona!
-Spokojnie. Wiem, że jesteś zdenerwowana, ale człowieku tu są też inni! -Zuzia uspokoiła się. Jechałyśmy w milczeniu. W końcu odważyłam się odezwać. -A tak w ogóle to co on ci zrobił?
Przyjaciółka spojrzała na mnie z miną wściekłego rottweilera.
-Jak to co? -spytała o wiele spokojniej niż na początku. -Ten palant to zwykły babiarz! Nic mu w głowie, tylko szukanie innych dziewczyn! Mnie okropnie wykorzystał! Mówił, że będziemy, razem, że kocha tylko mnie! Że nigdy by mnie nie zdradził! A już kilka dni później na ognisku całował się z Wiktorią!
-Przecież ci mówił, że był pijany, że to nic nie znaczyło, bo po prostu wypili trochę za dużo alkoholu! -wtrąciłam się
-Uczniowie II i III gimnazjum jeszcze się nie upijają.
Tu musiałam przyznać jej rację. Co prawda wiele osób piło na ognisku, oni też. Ale nie było możliwe, że byli w takim stanie, by nie mogli myśleć! To przecież nie możliwe!
-Chodź na lody. -rzuciłam spokojnie.
-Dobrze
W drodze nie odezwałyśmy się do siebie jednym słowem. Prawdziwi przyjaciele rozumieją się bez słów. To była prawda. Znałam Zuzię na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że teraz nie chce rozmawiać, i że dopiero na miejscu rozmowa zmieni się w stronę bardziej żartobliwą.

lody

Na miejscu nie mogłam się na nic zdecydować. Wszystko było świetne i wyglądało smakowicie, a wybór był ogromny! Od dzieciństwa uwielbiałam lody. Kiedy je jadłam znikały wszystkie moje problemy. Mama mi powtarzała, że powinnam sobie znaleźć inny lek na smutek, ale kto by jej słuchał. Wiedziałam, że to ja mam rację, i że lody są dobre na wszystko!
-Magda patrz. -szepnęła mi do ucha zachrypnięta Zuzia i wskazała na parę siedzącą przy stoliku. 
To był Kuba i Wiktoria. Siedzieli sobie przy stoliku, jedli lody, śmiali się i umilali sobie czas pocałunkami. Natychmiast spojrzałam na przyjaciółkę. Po jej prawym policzku płynęła wolno łza, zostawiając za sobą czarną smugę tuszu do rzęs.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz